sobota, 21 września 2013

018

- Aaaaaa. Ada kochanie ratuj. Blu chce mnie oblać ketchupem. Mówi, że zrobi ze mnie hamburgera. O patrz ogórki już mam. - wypiął przede mną brzuch ukazując koszulkę poplamioną musztardą i przyklejone  do niej ogórki. Sięgnęłam po jednego.
- Mmm. Dobre.- oblizałam palce z musztardy i zaczęłam się śmiać, kiedy do salonu wpadł niebieskooki z sosem pomidorowym w dłoni.
- Ej Blu.- krzyknęłam do niego, a ten rzucił mi czerwoną tubkę. Wykorzystałam moment zaskoczenia i podpisałam się na koszulce Nickiego.
- Hahahahahhaa, ale cię zrobiła. - śmiał się Blu a ja wraz z nim, tylko Nick nadąsany założył rękę za rękę i mierzył nas gniewnie wzrokiem.
- No co ? - spytałam. - Taka mała surprise ! - zaczęłam wymachiwać rękami w powietrzu dopóki go nie rozśmieszyłam. - Dobra a teraz na poważnie. Wiem, że nie lubicie obchodzić urodzin, ale mam dla was mały prezent. Za 10 min w garażu.
- Adaaaa ! - jęknęli równocześnie. No to się nazywa zgodność braterska. Wzruszyłam ramionami i poszłam na górę. W łazience poprawiłam makijaż zakrywając sińce spowodowane moją słabą odpornością i zmęczeniem jakie jeszcze wywołują u mnie najdrobniejsze czynności. Ubrałam na nogi botki i truchtem zbiegłam po schodach. Na parterze po chłopakach nie było ani śladu, więc albo wściekli poszli do siebie do domu, albo posłusznie wykonali moje polecenie i czekali na mnie w garażu. Co jak co, ale obchodzenia urodzin to oni nienawidzili jeszcze bardziej, niż Angeli Todd.

W garażu zastałam chłopaków pogrążonych w rozmowie, więc nawet nie zauważyli kiedy wsiadłam do samochodu. Dopiero dźwięk klaksonu ich obudził.
- A ty co ?
- Co ja co ? - udałam głupa, ale w rzeczywistości na serio nie wiedziałam o co chodzi.
- Nie pojedziesz tak.
- Co, ale dlaczego ? - popatrzyłam na siebie, a potem na Blu z miną no-co-za-dziecko-!
- Dopiero co byłaś chora. Masz. - rzucił we mnie swetrem, który posłusznie założyłam, a kiedy uśmiech wymalował mu się na twarzy, odpaliłam samochód i ruszyłam do miejsca, które od teraz będzie moim i chłopaków drugim domem.


- No i jak się podoba ? - ominęłam stojących w przejściu chłopaków i stanęłam na przeciwko nich. Mieli zaskoczenie wymalowane na twarzy, a ich rozdziawione buzie mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się na ten widok i wzruszyłam ramionami. Staliśmy po środku wielkiej hali, która stanie się garażem dla pokaźnej sumy moich pojazdów. Na razie była pusta, ale to tylko dlatego, że urządzenie jej zostawiłam moim najlepszym mechanikom na świecie. Ściany zostały pokryte malunkami własnej roboty, oprócz tego wszystko zostało utrzymane w odcieniach szarości i bieli, ale to jeszcze nic, bo obok był duży pokój, który mógł służyć za mieszkanie.
- Ej no bo nie wiem czy podoba wam się czy nie ? - rzuciłam poirytowana, bo namęczyłam się trochę, żeby znaleźć to miejsce z dala od centrum, ale też blisko naszych domów, gdzie drogę znamy tylko my.
- Jest bosko. - rzucił Nick.
- Niesamowicie.- dodał rozmarzony Blu i razem pogrążyli się w rozmowie jak urządzą naszą przyszłą 'bazę'. Czy tutaj dadzą podnośnik czy może lepiej dać tu pułki na narzędzia. 

*Następny dzień*

Po wczorajszym pięknym dniu nie zostało już nic. Rzeczywistość pochłonęła go zostawiając mnie po raz kolejny z wyrzutami sumienia, które już chyba nigdy mnie nie opuszczą i złym snem, który jak bumerang wraca do mnie każdej nocy, a ja chociaż chcę nie mogę się od niego uwolnić. 

Tego dnia długo leżałam na łóżku tępo wpatrując się w sufit. Czy miałam rację ? Czy dobrze zrobiłam ? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne. Wiele błędów popełniłam już w życiu. 
***

Postanowiłam odwiedzić Alison. Od Izabell dowiedziałam się, że mama miała mnie przed swoim wyjazdem do Paryża odwiedzić mnie, ale Al źle się poczuła i ten ostatni dzień została z nią. Nie trudziłam się, żeby pójść do szkoły, więc wyjechałam jak najwcześniej, żeby choć na chwilę uniknąć korków. Wsiadłam do mojego garbusa i wyjechałam na autostradę.

Równo po 2 godzinach i 30 minutach wjechałam na teren mojego rodzinnego miasteczka. Jak na zawołanie wspomnienia zaczęły mnie zalewać tworząc wątpliwości, czy aby na pewno podjęłam odpowiednią decyzję. Niestety było już za późno, żeby się wycofać z resztą przyjechałam tu do siostry i jakoś muszę zmierzyć się z przeszłością. Powoli przejeżdżałam znajomymi ulicami. Wszystko wyglądało tak jak ostatnim razem kiedy tutaj byłam. Białe domki i płoty witały podróżników. Wszystko wyglądało jak z bajki, ale ja znałam prawdę. Opowieści o życzliwych i miłych ludziach mieszkających i żyjących w tych małych domeczkach były jednym wielkim kłamstwem. Podjechałam pod średniej wielkości oczywiście biały budynek z niebieskimi okiennicami i równym trawnikiem. Rodzice zawsze dbali o szczegóły.Od zawsze byli parą perfekcjonistów w każdym najmniejszym calu. Na podjeździe nie zastałam samochodu mamy tym bardziej taty. Nie było też porozrzucanych dziecięcych zabawek i trójkołowych rowerków tak jak to było kiedy latałam z dwoma kiteczkami na głowie w kolorowych majteczkach w kwiatki. Dom sprawiał wrażenie uśpionego. Zaparkowałam auto na miejscu mamy i niedbale z niego wysiadłam. Rzuciłam wzrokiem na willę naprzeciwko i od razu zatęskniłam za czasami spędzonymi na tej dzielnicy. Uparcie wpatrywałam się w każdy najmniejszy szczegół podwórka i podjazdu, ale też okien i drzwi, kiedy ktoś w oknie na parterze ruszył firanką. Odwróciłam się i nie zadając sobie trudu na takie coś jak pukanie weszłam do wnętrza, które w dzieciństwie stanowiło moją oazę spokoju, pałac księżniczki , tajne biuro szpiegowskie.
- Al ! - mój głos odbił się echem o beżowo-pomarańczowe ściany. Rozejrzałam się po wszystkich pomieszczeniach. Na parterze jej nie było, więc zaczęłam wdrapywać się po ciemno drewnianych schodach na górę.
- Alison ? Al ! Gdzie jesteś ? - krzyknęłam. Kółka zazgrzytały na panelach i zobaczyłam promienną twarz.
- Ada ? To ty ? - wpadłam w ciepłe ciało dziewczyny chowając nos w jej złocistych włosach.
- Tęskniłam.- wyszeptała.- Dawno cię tu nie było.
- To prawda. Przepraszam. - jeszcze mocniej wtuliłam się w blondynkę zaciągając się zapachem jej kwiatowych perfum.
- Co tu robisz ?
- Jak to co ? Słyszałam, że źle się poczułaś, więc musiałam zobaczyć co słychać u mojej siostrzyczki. - poczochrałam jej włosy.
- Wczoraj byli tu chłopcy. Przyjechali po auta.- uśmiech, który gościł na mojej twarzy przeobraził się w grymas.
- Mama widziała ?
- Nie. Zajęłam ją pracami w ogródku.
- No to dobrze. - ucięłam krótko, bo nie miałam ochoty teraz o tym gadać.
- Ada słońce.. Co ty znowu kombinujesz ? Myślałam, że skończyłaś z tym, że '' garaż '' zamykasz do odwołania.
- To tylko oficjalna wersja. - żachnęłam się i poszłam do kuchni nalać sobie soku. Alison już tam była i teraz wyciągała sok z lodówki. Sprawnie mi go podała i zamknęła lodówkę. Pojechała do salonu i zajęła miejsce obok kanapy czekając aż sama na niej usiądę.
- Jak wolisz, ale martwię się o ciebie.
- Nie musisz. Wszystko jest okey. Lepiej powiedź co u ciebie i Luka ?- zaśmiała się, a potem zaczęła opowiadać jaki to mój przyszły szwagier jest troskliwy i opiekuńczy.

***
Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie za ten rozdział. Wiem jest do bani i wgl. Nie wiem dlaczego, może ja już nie umiem pisać... Jestem dodatkowo przybita faktem, że kilka osób zrezygnowało z tego bloga, że tak po prostu odeszliście. Przecież nie zniknęłam bez wyjaśnienia, napisałam że nie mam weny, ale wiecie co? Może ja nawet was rozumiem. Tylko, że to boli, bo dzięki blogowaniu poznałam wiele wspaniałych osób. Jeśli myślicie, że z tej historii nic już nie będzie napiszcie mi, każde nawet słowa krytyki są ważne. Zastanawiam się, czy nie zawiesić działalności i nie skupić się na jednym blogu, który będę pisać z kuzynką. Jeśli macie ochotę na kolejnego fanfictiona to piszcie, umieszczę może tutaj prolog. Cieszę się, że została was tu chociaż garstka. Bardzo proszę o komentarze, bo są motywacją. 

Przepraszam za moją nieobecność. Postaram się od tej pory w miarę regularnie dodawać posty. Jeszcze raz przepraszam. Do następnego. <3

Ps. Wkleję, tu te zasady, które chcę, żeby obowiązywały, wiem, że nie mogę od was wymagać tego zwłaszcza, że chcę wam jakoś wynagrodzić tą dłuuuugaśną przerwę, ale będzie mi bardzo miło, jak ktoś się do nich zastosuje. :D

Pozdrawiam Banaan. :D : *

1. Wszystkie ANONIMKI się podpisują. 
2.Kolejny rozdział jak będzie 14 komentarzy. 
3. Przypominam o zakładce '' PYTANIA DO POSTACI '' Będzie mi bardzo miło jak zadacie jakiekolwiek pytanie. Nawet takie banalne jak '' Kiedy będzie następny rozdział ? '' . 


środa, 18 września 2013

Przepraszam. :C

Cześć myszki. ♥
Ej no wiem przepraszam nawaliłam na całej linii, ale nie odchodźcie. Wiem, że mnie długo nie ma już na blogu, a do tej pory straciłam już 3 obserwatorów. Postaram się dodać rozdział w sobotę. Bardzo mi przykro, że musiałyście czekać. Jest tu ktoś jeszcze ?

I'm so sad. :C

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Przepraszam.

Chwilowy brak weny. Przepraszam.

Ps. Pytać w zakładce o co tylko chcecie.
Kocham was. x
Banaan .

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział ?

Hej kochane. Nie, nie to nie jest rozdział i stwierdzam to z przykrością. Może osoba, która pod moim ostatnim postem udostępniła aż 7 komentarzy o prawie identycznej treści nie miała złych intencji i tak się nieco wkurzyłam. Skąd wiem,że to jedna i ta sama osoba, powiedzmy szczerze każdy kto zobaczył by te opinie tak stwierdził, a jeszcze ta osoba się nie podpisała o co prosiłam anonimki. No cóż, to z pewnością nie przyśpieszy publikacji nowego rozdziału, którego zresztą nie mam, ale to nie ważne. Na przyszłość proszę, żebyście tak nie robiły. Jeden komentarz tej osoby pozostanie pod rozdziałem, pozostałe 6 zostaną usunięte. To tyle z mojej strony. Pozdrawiam was i życzę miłego po południa. ♥

PS. Mam pomysł na nowego bloga i jak dobrze pójdzie zacznę go pisać od września z kuzynką. Ktoś chętny ? Jak coś piszcie pod tym postem, albo zadawajcie mi pytania w zakładce. :) 

Banaan . 

środa, 24 lipca 2013

017

* Muzyka *

Coś jakby we mnie wtedy pękło. Moja przeszłość wszystkie zdarzenia w jednej chwili utworzyły pokaz slajdów w mojej głowie. Jak maszyna, choć z wielkim trudem wyprostowałem się. Nie pozwoliłem sobie na ocenianie zagrożenia i w najgorszym wypadku strat  tylko od razu przeszedłem do ataku. Ręce automatycznie uformowały się w pięści,  a oczy zaczęły ciskać piorunami w przeciwników. Jeden już załatwiony, zostało dwóch. Stary jesteś w tym dobry, jeden ruch i wszyscy leżą. W mojej głowie odezwał się głos, głos który opuścił mnie kilka miesięcy temu, ale ja nie miałem mu tego za złe. I kiedy tak podejmowałem decyzję, czy brać Leo i już się nie narażać czy pokazać tym tu, że ze mną się nie zadziera zdałem sobie sprawę, że część mojej natury, która zniknęła wraz z zamknięciem na odwyku powróciła, a ja . . . a ja czerpałem z tego radość. Koniec końców wybrałem drugą opcję i z pięściami rzuciłem się na gościa, który nie wyglądał mi na gangstera. Ubrany w czarny garnitur i krawat przypominał mi raczej biznesmena, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Wymierzyłem cios i z całej siły wbiłem rękę w jego nos, a następnie nieco słabiej w oko. Zabolało nie powiem, ale widok tego typka trzymającego się za miejsce, w które trafiłem i szkarłatna ciecz lejąca się strumieniami po jego policzku i ustach w pełni mnie usatysfakcjonowała. Kopem w brzuch doprowadziłem do zmienienia jego pozycji na bardziej narażoną na mój atak i wymierzyłem mu cios z łokcia prosto w plecy. Mogłem spokojnie zrobić to wcześniej powalając go kopem w krocze, ale co jak co, nie jestem takim chamem, żeby wykorzystywać nasz słaby punkt na początku gry. Ponowiłem atak, facet upadł. Wszystko trwało mniej niż się spodziewałem, bo gdyby zajęło mi to więcej czasu z pewnością ten drugi typek już by do mnie doskoczył, a tak stał zdezorientowany na środku pokoju, a z jego oczu dało się wyczytać nie tyle strach co wahanie. No dawaj panienko! Tylko mi nie mów, że się boisz ! Wydałem na niego wyrok w myślach i postanowiłem wykonać pierwszy ruch. Cios w brzuch, nos, jeszcze raz nos i brzuch i  gościu leży jak długi zwijając się z bólu. Kopnąłem go jeszcze raz w podbrzusze, kiedy próbował wstać. Powiodłem wzrokiem po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Ciemne zielone ściany i ciemne, masywne drewniane meble zupełnie nie pasowały do zwykłego gabinetu właściciela baru, a raczej spelunki, w której jeszcze 25 min temu piłem z Li piwo przy jednym ze stolików. Bardziej raczej przypominały pokój w kancelarii adwokackiej. Wzdrygnąłem się, na samą myśl o sądzie, ale byłaby draka gdyby ktoś pozwał mnie za tą niewinną sytuację, która miała miejsce. To mi wystarczyło, żeby skupić się na rzeczach ważniejszych niż rozszyfrowanie o co w tym wszystkim chodzi. Jestem pewien, że przyjaciel jeśli będzie chciał sam mi to wyjaśni. No właśnie Leo. W jednej chwili podbiegłem do na wpół przytomnego chłopaka. Chwyciłem jego omdlałe ciało i przerzuciłem je sobie przez ramię. Po cichu zacierając jakiekolwiek ślady mojej obecności tutaj otworzyłem drzwi. Wyjść tak normalnie z rozciętą wargą i chyba łukiem brwiowym z nieprzytomnym kumplem  nie mogłem to było pewne. Korytarz, którym krzyki doprowadziły mnie do tego gabinetu prowadził jeszcze w inną stronę i to ją teraz wolałem wybrać. Idąc wzdłuż szarych obdrapanych ścian doszedłem do białych drzwi  z których całymi płatami schodziła farba. Szarpnąłem za klamkę, metal zazgrzytał, ale uległ pod wpływem siły jaką włożyłem w otworzenie drzwi. Znalazłem się w kolejnym pomieszczeniu. Czarne ściany i goły beton pod nogami, od których bił chłód służyły chyba za chłodnię, bo pełno w koło było jedzenia. Oprócz tego w pokoju były kolejne drzwi spod których wylatywał snop światła, który wdzierał się do środka przez brak progu. Mała aczkolwiek widoczna szpara utwierdziła mnie w przekonaniu, że to awaryjne, albo tylne wyjście z tego przeklętego baru. W ciemnościach odnalazłem klamkę. Zamknięte. W ciemnym pomieszczeniu rozległ się jęk Leo, co tylko pobudziło mój umysł do szybszego myślenia. Oparłem lekkie ciało chłopaka o ścianę i zacząłem szukać kluczy. Kolejny jęk i ciało przyjaciela zjechało wprost na beton. Cholera. Nie ma czasu. Ci goście w każdej chwili mogą nas dogonić. Wziąłem rozpęd i kopniakiem otworzyłem drzwi, które zdawały się być nie takie masywne. Co więcej patrząc na ich fakturę mogłem śmiało powiedzieć, że nie potrzebny był mój rozpęd, żeby otworzyć zwykłe, najtańsze drzwi ze sklejki. Kolejny raz przerzuciłem ciało kumpla przez ramię i wyszedłem z tego przeklętego baru. Rozejrzałem się po okolicy i z ulgą stwierdziłem, że mój samochód zaparkowany jest tylko kilka metrów dalej. Moje obolałe mięśnie odmawiały mi już posłuszeństwa, ale to i tak nie było teraz moim największym problemem. Pomogłem usadowić się Lewemu na tylnym siedzeniu,a sam zająłem miejsce kierowcy. Zaśmiałem się w duchu, kiedy mój umysł przywołał wspomnienia dotyczące przezwiska Li. Byliśmy tacy młodzi. Podsumowałem i odpaliłem wóz, by jak najszybciej zawieść rannego do szpitala, zanim '' nasz '' przeciwnik zdążyłby niczym rozwścieczony byczek nas dogonić. Boże Święty skąd wzięło mi się takie określenie ? Jeszcze 10 min. temu powróciła moja stara natura, a ja już czas na nie tylko na żarty, ale też na przemyślenie zeznań jakich zapewne będą domagać się pielęgniarki na izbie przyjęć. To zabawne, w momencie kiedy skończyłem powstrzymywać swoją siłę i gniew mój mózg stał się jakby większy. W sensie, mogłem robić więcej rzeczy naraz tylko dzięki temu, że już podświadomie się przed tym nie broniłem.

Skończyłem właśnie wymyślać jakąś denną bajeczkę kiedy ktoś zaklaksonił mi prosto w przednią szybę.
- Co jest kurwa jakiś problem ? - wychyliłem głowę przez okno, ale kiedy zamiast łysawego gostka z aparatem słuchowym zobaczyłem prześliczną brunetkę moje rysy twarzy momentalnie złagodniały.
- To jest em ... - perlisty śmiech wypełnił otaczający nas parking.
- Ja chciałam tu zaparkować.- wyjaśniła powód dla którego musiała użyć klaksonu.
- Och. Przepraszam, ale mój kolega nie jest w najlepszym stanie.
- Oj. Widzę, że ty też jesteś lekko pokiereszowany.
- Tak i tak się zastanawiam. - podrapałem się po karku. - ... może dałabyś mi swój numer- dziewczyna zmarszczyła czoło nie wiedząc co jej numer ma z tą sprawą wspólnego. Pośpieszyłem z wyjaśnieniami. - No wiesz razem z kolegą mieszkamy razem i nie jestem pewien czy będzie ktoś, kto mógłby się nami zaopiekować.
- Och. No jasne. - Kupiła tą bajeczkę ? Serio ? Podała mi kartkę i posłała ciepły uśmiech zanim wsiadła do samochodu i zaparkowała pięć miejsc dalej ode mnie.

* Kilka godzin później *

Siedziałem w sali Leo i czekałem, aż chłopak się obudzi. Kiedy nas przyjęli był chwilę przytomny, ale jedyne co zdążył zrobić to podanie swojego imienia i nazwiska pani w recepcji. Wszystkie jego jak i moje najdrobniejsze rany zostały opatrzone. Lekarze jednak zdecydowali się zatrzymać go na kilka dni w szpitalu z powodu mocno obitych, stłuczonych nerek. Teraz podali mu kroplówkę i z tego co wiem, tabletki nasenne powinny przestać działaś lada chwila, więc niedługo powinien się obudzić. 

* Pół godz. później *

Szpitalne krzesło mocno zaczęło mnie irytować coraz bardziej kiedy Lewy w końcu otworzył oczy. 
- Witaj wśród żywych.
- Cześć. Dzięki stary. Za wszystko. 
- Nie ma sprawy, ale teraz twoje problemy są moimi więc jesteś zmuszony opowiedzieć mi wszystko. Tylko bez ściemy i tajemnic. 
- Jasne, ale pod jednym warunkiem ? 
- Mhm . . . - odparłem zaintrygowany. 
- Zeswatasz mnie z tą laską z parkingu.
- Ale, ale ... jak ty ? Co ?!
- Hahahaha. Spokojnie. Żartowałem, ale żeby tak wykorzystywać nie przytomnego przyjaciela do podrywu? Mogłem się tego po tobie spodziewać. - zaśmiałem się po czym lekko trąciłem jego bark, dając mu przysłowiowego kuksańca. 
- Z tego, co teraz powiedziałeś wywnioskowałem, że przytomny to ty byłeś. - wystawiłem mu język. - Widać, że ci się już polepszyło. - powiedziałem przez śmiech i zmierzwiłem jego brązową czuprynę.


***
No i część Zayna dodana. Mam nadzieję, że wam się spodoba, mi osobiście podoba się bardzo, jeszcze w tle z Skillet - Monster. Osobiście uwielbiam takie mocne brzmienia, więc zapewne będzie ich więcej tutaj. 

1. Wszystkie ANONIMKI się podpisują. 
2.Kolejny rozdział jak będzie 14 komentarzy. 
3. Przypominam o zakładce '' PYTANIA DO POSTACI '' Będzie mi bardzo miło jak zadacie jakiekolwiek pytanie. Nawet takie banalne jak '' Kiedy będzie następny rozdział ? '' . 

niedziela, 21 lipca 2013

Notka :)

Hej kochane. Wiecie co ? Lubię odpowiadać na wasze pytania w zakładce. Jej. haha. Dobra nie no ogar. Jedna z was a dokładnie Skittles and The Cookie ! uświadomiła mi, że już prawie miesiąc nie dodawałam rozdziału, za co bardzo was przepraszam, ale wakacje, przyjaciele. Nie miałam czasu. Fakt faktem połowę rozdziału mam, a dzisiaj spięłam dupę i bez kompa w zeszycie dokończyłam perspektywę Zayna. I teraz moje pytanie. Czekacie jeszcze na perspektywę Ady, czy dodać to co mam, a tą dwójkę po prostu podzielić na dwa rozdziały. Piszcie w komach. Kocham was i więcej pytań. Jest mi niezmiernie miło, jak mogę wam odpisać. ♥

Banaan .

wtorek, 18 czerwca 2013

016


Ostatnie dni spędzałam w towarzystwie chłopaków. Od kiedy Blu zniósł mnie do salonu, na cały dzień zalegałam na kanapie i dopiero pod wieczór z pomocą chłopców wracałam do ciepłego łóżka. Faszerowana mnóstwem przeróżnych leków wracałam bardzo powoli do sił i mówiąc powoli mam na myśli wolniej niż żółwie tępo. Blu i Nick pod nadzorem Izabell sprawowali nade mną opiekę i muszę przyznać, że matkowanie jak najbardziej im wychodzi. Razem z Blu uciekamy przed rosołem Nicka i prawie codziennie wpierdzielamy naleśniki. Leżałam właśnie na kanapie z kubkiem parującej herbaty i myślami pobiegłam do szkoły. Nie wiem czemu właśnie wchodząc na temat '' szkoła '' pomyślałam o Zaynie i o tym dlaczego jeszcze nie wparował mi tu z pyskiem krzycząc ,że zaniedbuję próby. Dziwne. . Myślałam jeszcze o piosence , którą mieliśmy zaśpiewać, ale kiedy tylko zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie '' nasz '' duet na scenie poczułam coś gorącego na moim brzuchu. Zerwałam się i dopiero wtedy zorientowałam się,że Nick wylał na mnie herbatę. Gorąca ciecz wędrowała po moim ciele.
- Kretynie patrz co zrobiłeś ! - wydarł się Blu i w mgnieniu oka do mnie podbiegł.Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem dostrzegając w jego oczach przerażenie.
- Spokojnie. - powiedziałam i ręką odciągnęłam mokrą koszulkę od ciała. - Nick przynieś mi jakąś koszulkę na przebranie, a ty roztrzepańcu idź po ręcznik papierowy i wytrzyj podłogę.- wydałam polecenia, spuściłam nogi na ziemię i podtrzymując się wszystkiego co tylko było pod ręką poczłapałam do łazienki. Kiedy już tam dotarłam oparłam się o umywalkę, bo zakręciło mi się w głowie. Spojrzałam w lusterko i dostrzegłam bladą twarz, oczy bez blasku i rozczochrane włosy.
- Przecież nie dam się jakiemuś przeziębieniu. - mruknęłam zła na siebie, że muszę oglądać się w takim stanie. Szybko, za szybko postawiłam się do pionu wywołując kolejne zawroty głowy. Z szafki wyciągnęłam szczotkę i nawet znalazłam jakiś tusz do rzęs. Było trudno, ale w końcu doprowadziłam się do stanu,  w którym patrząc w lusterko nie przeszkadzał mi mój widok. Opanowując zawroty głowy powróciłam do salonu,  a chwilę potem przybiegł Nicki.
- Masz, nie mogłem znaleźć żadnej. Ta może być ? - spytał i wręczył mi kolorową koszulkę. Spojrzałam na nią, potem na chłopaka jeszcze raz na nią i na Nicka.
- Coś nie tak ?
- Nie. Lepiej nie umiałeś wybrać. - uśmiechnęłam się blado i przebrałam się w podkoszulek z napisem : '' Jebie mnie wszystko. Mam wspaniałych przyjaciół ♥ ''

- Ej mała no chodź.- krzyknęła przejęta rudowłosa dziewczyna i pociągnęła szatynkę za sobą. Ta druga zmęczona jęknęła tylko cicho i dała się poprowadzić przyjaciółce.
- A tak właściwie to gdzie idziemy ? - spytała ciągnięta w nieznanym kierunku piętnastolatka. Teraz już właściwie biegły przedzierając się przez tłumy ściśniętych w jednym miejscu ludzi. Były na targu.
- Oj cicho za dużo gadasz. - odpowiedziała Ruda.
- No ale . . . - nie dokończyła. 
- Cicho. 
- Rudzielcu ty a spieprzaj !
- No dobra mów gołodupcu.
- Chciałam tylko zapytać gdzie chłopcy ?
- Przy sprzęcie . . Już wszystko wiesz ? Dobra to nie mów teraz nic. - teraz już żadna z nich się nie odezwała, a ciszę i zgiełk wokół nich przerywało tylko ich przyśpieszone bicie serca. Taka chwila była warta zapamiętania. Nagle stanęły przed straganem jednej z handlujących pań.
- Patrz Ad. Świetna nie ?  Najlepszego ! - krzyknęła dziewczyna o ognisto rudych włosach i rzuciła się na przyjaciółkę wręczając jej koszulkę w dłonie.
- Myślałam, że zapomnieliście ! - teraz krzyknęła jubilatka, a jej oczy się zaszkliły.
- My ? Zapomnieć ? No co ty ? - nagle spomiędzy straganów wyszli pozostali i zaczęli się ściskać życząc dziewczynie Wszystkiego Najlepszego !

Przygładziłam koszulkę. Nadal świetnie leżała pomimo upływu tak długiego czasu. Zamyśliłam się i znowu pozwoliłam wspomnieniom wkraść się do mojej głowy.
- Haloo ! Ziemia do Ad ! - machał mi ręką przed oczami Blu.
- Jestem. - zaśmiałam się lekko. - Dostałam ją od Nich.- wyjaśniłam pośpiesznie i z powrotem usiadłam na kanapie.
- Przepraszam . . nie wiedziałem. - zaczął się tłumaczyć chłopak.
- Nie szkodzi. Właściwie powinnam ci podziękować. Myślałam, że ją zgubiłam. - wyciągnęłam ręce by przytulić chłopaka. Nagle do pomieszczenia wparował Blu .
- Dostałem SMS'a od Nathana. Wyścig za dwa dni. Jeśli się nie zjawisz, przegrasz walkowerem.
- Kurwa. Teraz ? - zapytałam sama siebie i poprosiłam chłopaka żeby przyniósł mi laptopa. - Ten skurwysyn zrobił to specjalnie, pewnie dowiedział się że jestem chora. Ale jak chce się tak bawić to proszę bardzo. Panowie szykuje się wyścig do wygrania.
- Masz. - przede mną znalazł się czerwony laptop z przeróżnymi naklejkami. Wcisnęłam ikonkę przeglądarki i weszłam na portal coś ala allegro. Wpisałam w przeglądarkę opis mojej nowej zdobyczy i zaczęłam przeglądać katalog. Od razu moją uwagę przykuł ten samochód. Świetnie pasował by do mojej pokaźnej kolekcji. Pomyślałam, ale nie byłam do końca przekonana czy to jest to czego szukam. Nathan znał już wszystkie moje samochody, więc musiałam go zaskoczyć. Chciałam go zaskoczyć.  Postanowiłam, że jeszcze czegoś poszukam,  a najlepszych doradców mam przy sobie. Ostatecznie zdecydowałam się na ten samochód i ten. Czarny sportowy wóz przemawiał do mnie, a ja nie mogłam mu odmówić.
'' Zayn ''
Siedziałem z Leo już dobre kilka godzin w barze. Nie spieszyło nam się nigdzie tym bardziej, że przyszedł czas na zwierzenia. Wiele się zmieniło od naszego ostatniego spotkania. 
- Barman! - krzyknąłem. - Jeszcze raz to samo.- powiedziałem do chłopaka za barem i z powrotem odwróciłem się do bruneta. Ku mojemu zdziwieniu nie było go tam. Pomyślałem, że poszedł do łazienki, ale kiedy minęło 20 min, a jego dalej nie było zacząłem się martwić. Poszedłem w kierunku toalet, ale nie znalazłem go tam. Moją uwagę przykuły krzyki dochodzące jakby z pokoju kierownika. Przystawiłem ucho do drewnianych drzwi i starałem się wyłapać choć strzępek rozmowy. 
- Oddawaj szmal, albo po tobie !- grupy głos warknął, a następnie było słychać tylko jęk. 
- Przestań. . oddam . . . oddam . . wszystko. - ten głos. To był Leo, chłopak ledwo łapał oddech.
- Zamknij się. To ja tu wydaję rozkazy. . - nie słyszałem co mówił dalej, bo w jednej chwili podjąłem decyzję. Wpadłem do pomieszczenia i nie patrząc gdzie wymierzyłem cios. W pokoju było więcej gości niż się spodziewałem, przez co lekko zostałem zbity z tropu. Rąbnąłem tego co przytrzymywał Li i pomogłem wstać chłopakowi. Chwila nieuwagi i ktoś kopnął mnie w plecy. Jęknąłem i na tyle ile było to możliwe szybko wyprostowałem się. 
- Pożałujesz tego. - syknąłem. 
Już nie byłem sobą. Stałem się Zaynem. Zaynem sprzed roku. 
***
No i to taka skromna część którą wam tutaj dodaję. Hmm . . . wiecie co ? Podoba mi się nawet. Jeśli chcecie więcej to komentujcie. Kocham was . . xx

Pytanie od autora :
Lubicie Zayna jak zachowywał się do tej pory ? Czy Bad Boya którym może na wasze prośby się stanie ? 
Jak myślicie co wymyśli Ada ? I co skrywa jeszcze ta dziewczyna mówiąc ''  Świetnie pasowałby do mojej pokaźnej kolekcji '' . ? 
PS. PRZYPOMINAM O KONKURSIE. 
( CHYBA GO ANULUJĘ )

1. Wszystkie ANONIMKI się podpisują. 
2.Kolejny rozdział jak będzie 14 komentarzy. 
3. Przypominam o zakładce '' PYTANIA DO POSTACI '' Będzie mi bardzo miło jak zadacie jakiekolwiek pytanie. Nawet takie banalne jak '' Kiedy będzie następny rozdział ? '' .